felieton Piotr

Samorządowy polityk

Co rusz pojawiają się w przestrzeni publicznej utyskiwania na zbytnie upolitycznienie rozmaitych urzędów i tzw. jednostek samorządu terytorialnego. Faktem jest, że w wyniku różnych zawirowań na scenie politycznej byli już i pozbawieni stanowisk politycy znajdują tzw. ciepłe posadki w różnych zaprzyjaźnionych urzędach czy instytucjach od urzędów zależnych. A dlaczego znajdują? Znajdują, ponieważ na czele tychże urzędów również stoją politycy i to właśnie z zaprzyjaźnionej opcji. I jest to proceder masowy, i nawet niespecjalnie potępiany. A to dlatego, że każdego polityka może taka przypadłość utraty „stołka” dopaść. I co ma taki nieszczęśnik począć? Mógłby wrócić do swojego zawodu, wcześniejszej pracy, ale tu pojawia się problem. Podejmując decyzję o wejściu w świat polityki tak na poważnie, zrywamy z dotychczasowym życiem zawodowym, a często i prywatnym. Trzeba zamknąć dobrze prosperującą firmę. Zwolnić się z eksponowanego stanowiska. Bardzo często przeprowadzić się do innego miasta. A czasem i kraju. Cierpią interesy, rodzina i dotychczasowi znajomi i przyjaciele. Co mamy w zamian?

Mamy stres, nieustającą walkę o wpływy i stanowiska, brak przyjaciół, wrogość otoczenia, hejt itd. I co najgorsze, nie można przestać. Obowiązuje zasada rodem zza wschodniej granicy „rubel za wejście, dwa za wyjście”. To tak jak z rekinami. Rekin z racji ujemnej wyporności musi nieustająco machać ogonem, inaczej zatonie. Polityk nie dość, że musi być tak samo w nieustającym ruchu, to jeszcze musi zachować nieustającą czujność wobec potencjalnych wrogów czy, co gorsza, „podejrzanie przyjaznych przyjaciół”. Ogólnie rzecz biorąc, nie zazdroszczę im takiego życia.

No, ale tak schodząc do naszej codziennej gminnej rzeczywistości, zastanówmy się, czy całkowicie apolityczny samorządowiec ma szansę na karierę i rozwój? Nie wskazując personalnie i partyjnie, czy taki zwolennik lewicy wygra wybory w  społeczności  skrajnie prawicowej ze zdefiniowanym kandydatem prawicy? Na pewno nie, chyba że będzie jedynym kandydatem na stanowisko sołtysa, wójta czy burmistrza. No niestety, nawet stworzenie jakiegoś komitetu pozbawionego istniejących barw partyjnych też jest już procederem politycznym. Dzisiaj w przestrzeni publicznej wszystko już w zasadzie tłumaczy się inspiracją polityczną (może poza prognozą pogody). Różne platformy cyfrowej komunikacji mogą dziś wszystko przedstawić (osoby, wizerunki, poglądy) w nieograniczonych barwach. O statusie kandydata na polityka nie świadczy już jego dorobek naukowy, materialny czy pozycja społeczna. O wszystkim decyduje Internet. Nawet klasyczne do tej pory media tracą kanały dostępu do ludzi niewypuszczających smartfona z ręki. A zatem, czy jest rzeczą naganną u samorządowca (urzędnika bądź społecznika) eksponowanie poglądów politycznych czy religijnych? Czy wywieszenie na własnym płocie baneru reklamującego partię lub kandydata na urząd państwowy jest czymś niestosownym? Uważam, że nie. Taki właściciel płotu musi czasem wykazać się dużą odwagą cywilną, aby w niesprzyjającym danej frakcji sąsiedztwie eksponować przeciwne poglądy. Narażać się na ostracyzm najbliższego otoczenia. Mamy w tej chwili takie rozwarstwienie społeczeństwa i skrajność poglądów, że strach czasem na obiedzie u przysłowiowej teściowej cokolwiek komentować. Miarą cywilizowanego społeczeństwa jest tolerancja i to w szeroko pojętym rozumieniu. Z racji wykonywanego zawodu spotykam się z przedstawicielami w zasadzie wszystkich warstw społecznych. Czy mam odmówić pomocy i usługi obcokrajowcowi, ponieważ posiada nieco inny kolor skóry i kaleczy już nawet język angielski? Czy kierowca Ubera, z pochodzenia Turek, jest gorszym człowiekiem niż Białorusin? Obywatel opowiadający się publicznie (ustnie, na piśmie, w mediach czy na platformie internetowej) za określonymi poglądami zasługuje moim zdaniem na szacunek.

Oczywiście nawet taka odwaga nie może naruszać dobrych obyczajów i praw naszych bliźnich.

Pierwsza Rzeczpospolita zasłynęła wieki temu jako państwo wysoce tolerancyjne wobec innych narodów ją zamieszkujących, uciekinierów, prześladowanych na tle religijnym i narodowościowym. Byliśmy uznawani za „państwo bez stosów”. Życzyłbym sobie i Rodakom (a w szczególności politykom), aby nic w tej materii się nie zmieniło.

Pozdrawiam

Piotr Jeliński

Przeczytaj także

mówią mieszkańcy

sylwetka

Samochody mają dusze

Zbigniew Kopras od 44 lat prowadzi w Dopiewie, przy Więckowskiej warsztat samochodowy. Jest pasjonatem motoryzacji. W swojej kolekcji posiada kilkaset pojazdów. Przyczynił się do stworzenia

Czytaj więcej »

Porada

Mrówki w ogrodzie

Na świecie żyje co najmniej kilkanaście tysięcy gatunków mrówek. Mówi się nawet o 20 tys. W Polsce do tej pory zidentyfikowano 101 gatunków, z których 96

Czytaj więcej »

Zdaniem geodety - felieton

felieton Piotr

Wakacje

Bardzo gorący temat dosłownie i w przenośni. Przekazujemy sobie nawzajem opowieści, gdzie kto był i co spożywał. Oglądamy tysiące zdjęć z całego świata, bo mamy

Czytaj więcej »