felieton Piotr

Być albo nie być inżynierem

Trzeba sprostować kilka mitów. Po pierwsze, ukończenie studiów na kierunkach technicznych nie gwarantuje przysłowiowej natychmiastowej „fury, komóry i kasy góry”. Przeciwnie. Nasze uczelnie, mniej lub bardziej techniczne, prześcigają się wręcz w tworzeniu coraz to bardziej wymyślnych kierunków, nazywając to „działaniem w duchu postępu”. Oczywiście menedżerowie (czyt. „naganiacze”) prześcigają się w zapewnieniach o  świetlanej przyszłości czekającej absolwenta już po licencjacie. Zderzenie z „realem” jest zazwyczaj bolesne i pełne rozczarowań. Są wyjątki, jak swego czasu rynek pracy dla informatyków. Aby nie denerwować architektów, budowniczych czy też fachowców od budowy maszyn, ograniczę się do rozpaczliwie nudnej geodezji. Wielokrotnie spotykałem się z pytaniami rodziców potencjalnych przyszłych „mierniczych”, czy warto posłać dziecko na geodezję. I nie miało znaczenia, czy do technikum, czy też do szkoły wyższej. Wielokrotnie przyjmowałem na praktyki zawodowe uczniów ostatnich lat technikum geodezyjnego. Niestety, już tylko pobieżna weryfikacja ich wiedzy była zatrważająco nieprzystająca do rzeczywistych realiów rynku pracy. I nie znaczy to, że oni się nie uczyli. Ależ tak, uczyli się, ale wiedzy przestarzałej i nieaktualnej (a w większości trafiali mi się prymusi, którym się „chciało”).

Od mniej więcej piętnastu lat nie ma żadnych chętnych do odbycia praktyk, chociaż według mojej wiedzy co roku mamy w samym Poznaniu około dziewięćdziesięciu absolwentów geodezji z technikum i UAM. A zatem gdzie oni są?

Pewną wskazówką jest brak państwowych firm geodezyjnych. W większości się sprywatyzowały. Zaczęły dbać o zysk. Szkolenie młodzieży zeszło na dalszy plan. Ogłoszenia naboru na stanowiska związane z geodezją obarczone są wieloma wymaganiami (przy oczywiście niewysokiej pensji), więc nie dziwi brak chętnych.

Firmy prywatne zatrudniają najczęściej najbliższych krewnych (identycznie jak inne „wolne zawody”). Nikt nie będzie inwestował czasu, wiedzy i pieniędzy w „obcego”, który po kilku latach, bez sentymentów, odejdzie do konkurencji. Samo życie. Oczywiście taki absolwent może założyć własną działalność gospodarczą i spróbować sił na rynku. Ale tu pojawia się kilka „trywialnych” przeszkód. Po pierwsze, brak doświadczenia w zawodzie. Moim skromnym zdaniem, aby takie zdobyć, potrzeba około dziesięciu lat w bezpośrednim wykonawstwie.

Po drugie, aby taką „prywatę” wykonywać, niezbędne są też tzw. uprawnienia do samodzielnego wykonywania zawodu.

Egzaminy odbywają się najczęściej w Warszawie, trwają dwa dni, są kilkustopniowe, średnia wieku kilkunastu egzaminatorów wynosi „75 plus”. Mnie za pierwszym razem trzydzieści pięć lat temu oblali bez skrupułów. W 2010 roku byłem świadkiem, gdy w Warszawie na około sześćdziesięciu chętnych egzamin pomyślnie zdało czternastu. Komentarze egzaminatorów dotyczące wiedzy egzaminowanych nie nadają się do zacytowania. No i po trzecie, finanse. I tu już nie jest do śmiechu. Na początku lat osiemdziesiątych nie było komputerów ani innych „bajerów”. Nawet podręczne kalkulatorki typu „Lolek” były rarytasem. O dalmierzach, GPS-ach nikt nie słyszał. Geodeta wyposażony był w komplet składanych tyczek, tzw. węgielnicę, taśmę mierniczą, szkicownik i komplet ołówków. To tak w ogólnym zarysie. I nie każdy dysponował środkiem transportu.

Według bardzo pobieżnych wyliczeń i w zależności od jakości sprzętu na dziś geodeta potrzebuje akcesoriów za około 200-300 tysięcy złotych. Samochodu nie liczę. To jest dla większości nieosiągalne.

Można oczywiście skorzystać z leasingu czy innych form wsparcia, ale trzeba mieć stałą pracę. I kółko niemożności się zamyka. Zapomniałem dodać, że dzisiejszy „mierniczy” musi być przy okazji znawcą informatyki (bardzo wysublimowane programy operacyjne), astronomii, a przede wszystkim przepisów prawa. I to prawa w bardzo szerokim spektrum. Ale to już zupełnie inna historia.

Nie zniechęcam do nauki i studiów. Zachęcam do rozwagi i mierzenia sił na zamiary.
Pozdrawiam

Piotr Jeliński (geodeta od 44 lat)

Przeczytaj także

mówią mieszkańcy

sylwetka

Samochody mają dusze

Zbigniew Kopras od 44 lat prowadzi w Dopiewie, przy Więckowskiej warsztat samochodowy. Jest pasjonatem motoryzacji. W swojej kolekcji posiada kilkaset pojazdów. Przyczynił się do stworzenia

Czytaj więcej »

Porada

Mrówki w ogrodzie

Na świecie żyje co najmniej kilkanaście tysięcy gatunków mrówek. Mówi się nawet o 20 tys. W Polsce do tej pory zidentyfikowano 101 gatunków, z których 96

Czytaj więcej »

Zdaniem geodety - felieton

felieton Piotr

Wakacje

Bardzo gorący temat dosłownie i w przenośni. Przekazujemy sobie nawzajem opowieści, gdzie kto był i co spożywał. Oglądamy tysiące zdjęć z całego świata, bo mamy

Czytaj więcej »