Tramwajarka z Konarzewa

Rankiem, 28 czerwca 1956 roku ponad 10 tysięcy robotników Zakładów Przemysłu Metalowego noszących wówczas imię J. Stalina opuściło zakład pracy, by zamanifestować swoje niezadowolenie. Cegielszczacy mieli dość biedy, wyzysku i niesprawiedliwości.

 

W głoszonych przez nich postulatach większość poznaniaków upatrywała szansy na lepsze życie dla siebie i swoich bliskich. Do maszerujących ulicami miasta robotników dołączali pracownicy innych poznańskich zakładów pracy, a także okoliczni mieszkańcy. Około godz. 9 ponadstutysięczny tłum zebrał się przed gmachami Miejskiej Rady Narodowej oraz Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej mających swoje siedziby przy ul. Armii Czerwonej (ul. Święty Marcin) i tzw. pl. Stalina (pl. A. Mickiewicza). Z nadzieją oczekiwano na rozmowy z przedstawicielami władzy, śpiewano pieśni, wykrzykiwano hasła: „Chcemy chleba!”, „Chcemy żyć!”, „Wolności!”.

 

Oddech wolności

W samym centrum tych wydarzeń znalazła się zaledwie 18-letnia mieszkanka Konarzewa Stanisława Sobańska, konduktorka MPK. Młoda dziewczyna, zaskoczona tym, co dzieje się w mieście, dołączyła do pochodu prosto z tramwaju, w którym pełniła swoje obowiązki. W tłumie dostrzegła innych pracowników MPK, a także spotkała koleżanki: Helenę Przybyłek oraz Marię Kapturską. Podniosły nastrój pokojowej demonstracji udzielił się i jej. W pewnym momencie do ich rąk trafiła biało-czerwona flaga, długa niczym szerokość ulicy. Stanisława wraz z koleżankami rozwinęła ją i dumnie uniosła na wysokość serca. Ustawiono je na czele pochodu, który przeszedł ulicami miasta i skierował się w rejon Jeżyc. Wykonane wówczas zdjęcie, przedstawiające trzy młode kobiety – radosne, energiczne – stało się symbolem Poznańskiego Czerwca 1956. Z tą wiarą i determinacją poprowadziły grupę demonstrantów na ul. Kochanowskiego, gdzie znajdował się Wojewódzki Urząd do spraw Bezpieczeństwa Publicznego – symbol terroru minionej epoki.

Kilkakrotnie przemaszerowały na czele pochodu przed budynkiem, aż w końcu stanęły przed jego oknami. Trzymając biało-czerwoną flagę manifestowały, wznosiły okrzyki, śpiewały. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, jednak nawet przez moment nie przypuszczały, że zaraz nastąpił chwila, która całkowicie zmieni ich życie, przekreślając młodzieńcze marzenia.

Przed godziną 11 z gmachu UB oddano pierwsze strzały w kierunku tłumu. Egon Naganowski, krytyk literacki, eseista i obserwator wydarzenia, zeznając przed sądem w tzw. procesie dziesięciu uznał, że wówczas, gdy ranne zostały tramwajarki, wydarzenia czerwca przeszły z fazy pierwszej – pokojowej demonstracji – do fazy drugiej, czyli do walk ulicznych.

 

Tortury

W wyniku ostrzału Sobańska została draśnięta w nogę. Przewieziono ją do szpitala. Rana okazała się na tyle powierzchowna, że po jej opatrzeniu mogła wrócić do hotelu robotniczego, w którym mieszkała.

Jeszcze tego samego dnia w hotelu pojawili się dwaj panowie, [którzy] kazali mi się ubrać […] i oznajmili, żebym koleżankom powiedziała, że jestem zatrzymana. Sobańska została przewieziona do gmachu UB. O bestialstwie, jakiego tam doświadczyła, przeczytamy w jej wspomnieniach z 1981 r.: Tam przeprowadzano śledztwo przez jakieś trzy tygodnie, gdzie obchodzono się z człowiekiem gorzej niż ze zwierzęciem. […] I to nie tylko bili, ale i kopali. Ja zębów nie mam, wszystkie mi powybijali. Tam było morderstwo na ziemi […] i dalej: […] Bito mnie czymś twardym, uderzenia były takie głuche. […] Stawiano mnie twarzą do ściany z rękoma podniesionymi i bito po całym ciele, szczególnie z upodobaniem po nerkach, tak że moczyłam się krwią. […] Krzyczałam „Zabijcie mnie od razu, a nie znęcacie się tak nade mną!”.

Po trzech tygodniach, skrajnie wycieńczoną, przetransportowano na oddział szpitalny Centralnego Więzienia przy ul. Młyńskiej w Poznaniu. W międzyczasie przygotowywano akt oskarżenia i planowano postawić ją przed sądem za udział w zbiegowisku publicznym. Ostatecznie, w obliczu przemian październikowych, śledztwo wobec niej umorzono, jednak wolność odzyskała dopiero w listopadzie 1956 roku.

Na wspomnianej fotografii ważyła 73 kg, wychodząc z więzienia zaledwie 35 kg. Nikt nie wierzył, że mogę przeżyć – wspominała. Fizycznie i psychicznie wyniszczona, powróciła do matki w rodzinnym Konarzewie. Do pracy w MPK już nie wróciła. Jak mówiła, nie chciała już wdziewać tego munduru.

 

Dożywotne cierpienie

W 1960 roku wyszła za mąż i urodziła trójkę dzieci. Mimo długiego leczenia nigdy nie odzyskała pełni sił. Przeszła wiele operacji, które były rezultatem brutalnego śledztwa –usunięto jej połowę żołądka i część jelit. Ponadto wszczepiono sztuczny fragment dwunastnicy oraz wzmacniacz trzustki. Cierpiała na zaniki pamięci. Ostatecznie otrzymała I grupę inwalidzką.

Poznański Czerwiec na długie lata spowiła żałobna kurtyna milczenia spuszczona w 1957 roku przez Gomułkę. Wielu bohaterów tamtych dni cierpiało w zapomnieniu, mierząc się ze skutkami swojej odwagi. Dopiero w latach 80. wraz z narodzinami poznańskiej Solidarności upomniano się o pamięć o nich.

Stanisława Sobańska (po mężu Przybylska) podzieliła się wówczas wspomnieniami, które zebrał Aleksander Ziemkowski i w 1995 roku opublikował.

Za odwagę i poświęcenie w 2006 roku została odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zmarła 15 września 2012 roku w Poznaniu, a pochowana została w rodzinnym Konarzewie.

Za młodzieńczą wiarę i odwagę zapłaciła ogromną cenę. Jej historia, podobnie jak historia Kapturskiej i Przybyłek, została utrwalona w przestrzeni miejskiej. W 2018 roku na wniosek Fundacji Kochania Poznania, uchwałą Rady Miasta Poznania bezimienny skwer na narożniku ul. Dąbrowskiego i Kochanowskiego otrzymał nazwę Trzech Tramwajarek. Na jego terenie odsłonięto pomnik dla kobiet-symboli, które za chwilę patriotycznego uniesienia, cierpiały całe życie.

Pamięć o Sobańskiej jest również pielęgnowana przez Muzeum Powstania Poznańskiego – Czerwiec 1956. Jej historię uwieczniono na ekspozycji stałej. Ponadto przypomina się o niej podczas licznych inicjatyw edukacyjnych. Jedną z nich jest akcja Światełko dla Czerwca ’56, w ramach której opiekę nad mogiłą tramwajarki sprawuje Szkoła Podstawowa im. H. Sienkiewicza w Konarzewie. W 2024 roku XVII edycję akcji zainaugurowano właśnie przy grobie tej bohaterki.

Dziś, tuż przed 69. rocznicą czerwcowych wydarzeń, warto pomyśleć o tych, którzy walczyli o godność i wolność, nie wiedząc, jak wysoką cenę przyjdzie im zapłacić. Trzy tramwajarki były zwykłymi kobietami, które na zawsze zapisały się na kartach historii. Niech pamięć o nich trwa dla kolejnych pokoleń.

 

Kinga Przyborowska

Kierownik/kustosz

Muzeum Powstania Poznańskiego

 – Czerwiec 1956

 

Fot. Ze zbiorów Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości

Podpis pod fot. Stanisława Sobańska

Przeczytaj także

mówią mieszkańcy

sylwetka

Samochody mają dusze

Zbigniew Kopras od 44 lat prowadzi w Dopiewie, przy Więckowskiej warsztat samochodowy. Jest pasjonatem motoryzacji. W swojej kolekcji posiada kilkaset pojazdów. Przyczynił się do stworzenia

Czytaj więcej »

Porada

Mrówki w ogrodzie

Na świecie żyje co najmniej kilkanaście tysięcy gatunków mrówek. Mówi się nawet o 20 tys. W Polsce do tej pory zidentyfikowano 101 gatunków, z których 96

Czytaj więcej »

Zdaniem geodety - felieton

felieton Piotr

Wakacje

Bardzo gorący temat dosłownie i w przenośni. Przekazujemy sobie nawzajem opowieści, gdzie kto był i co spożywał. Oglądamy tysiące zdjęć z całego świata, bo mamy

Czytaj więcej »